Robakowski nową prezentację swoich zbiorów zatytułował „Brzuch Atlasa”. Wbrew mogącym się narzucać skojarzeniom, nie chodzi tu o znany koncern z siedzibą w Łodzi, ale o mitycznego greckiego tytana, wyspecjalizowanego w podtrzymywaniu nieboskłonu. Trzewia takiego olbrzyma kryją mnóstwo tajemnic, sugeruje Robakowski, zapraszając do ich zwiedzania.
Wnętrze „Brzucha Atlasa” tonie w ciemnościach, zwiedzającym wręczane są więc kieszonkowe latarki. Snopami światła wyłuskują z mroku zaskakujące eksponaty: dzieła twórców międzynarodowej neoawangardy, obok prac rodzimych, mniej znanych artystów, nawet i bezimiennych amatorów – w sumie, ponad trzydziestu autorów. Jest niesamowicie, dziwacznie, czasem bulwersująco. Sam Robakowski tę ekspozycję określił mianem „pokazu przejawów sztuki nieobliczalnej”.
Opowiedzieć tego nie sposób. Do „Brzucha…” trzeba samemu zajrzeć, i to najlepiej kilkakrotnie, bo światło latarek nigdy wszystkiego nie ogarnie i wystawa za każdym razem jawić się będzie inaczej. Warto więc zacząć odwiedzać Atlas Sztuki, nawet i codziennie. Wystawa potrwa do 23 grudnia br., a zdumiewające doznania są gwarantowane.
Józef Robakowski już dwukrotnie gościł w Atlasie Sztuki. Wiosną 2008 r. prezentował multimedialny „Manifest energetyczny”, a w rok później „Kolekcję Zdarzeń”, opartą o zbiory Dariusza Bieńkowskiego.
